CIESZYN / Jego wyhaftowanie mogło zająć nawet miesiąc, a materiały do tanich nie należały. Nic więc dziwnego, że żywotek był tym elementem damskiego stroju cieszyńskiego, który przekazywany był z pokolenia na pokolenie. W cieszyńskim Domu Narodowym została otwarta wystawa, na której można zobaczyć ponad 70 historycznych żywotków (także zaolziańskich) z prywatnej kolekcji Leszka Gańczarczyka.

    Aksamit, złote i srebrne hafty i roślinne motywy

    Wystawa zatytułowana „Cieszyńskie piękno: Żywotek” została otwarta w czwartek (17 września) w Centrum Folkloru Śląska Cieszyńskiego znajdującym się w cieszyńskim Domu Narodowym. Wernisaż poprowadziła Agnieszka Pawlitko – etnolożka i artystka, która była niedawno gościem naszego podcastu „Zwrotowisko”.

    Jak wyjaśniała Pawlitko, żywotek to odpowiednik gorsetu przyszytego do spódnicy. Wykonywany jest z aksamitu i zdobiony złotymi, srebrnymi lub kolorowymi haftami. Zazwyczaj haftuje się na nim wzory roślinne, kwiatowe.

    Na wystawie można zobaczyć część kolekcji Leszka Gańczarczyka – znawcy stroju cieszyńskiego i pasjonata tradycji regionalnych, który obecnie posiada ponad 100 żywotków z obu stron Olzy. Najstarszy datowany jest na 1800 rok. Ekspozycja będzie dostępna do końca października br. w godzinach otwarcia Domu Narodowego.

    Warto dodać, że na wernisażu obecna była także Małgorzata Borkowska – mistrzyni cieszyńskiego haftu. Na zakończenie wydarzenia Irena Góra odczytała wiersz autorstwa Jana Brody z 1911 roku, opowiadający o żywotkach.

    „Strój cieszyński towarzyszył mi od dziecka”

    Jak przyznaje w rozmowie ze „Zwrotem” Leszek Gańczarczyk, stroje cieszyńskie towarzyszą mu od dzieciństwa.

    – Moja babcia codziennie chodziła w sukni cieszyńskiej. Mnie interesowały głównie hoczki (ozdoby naszywane na przednią część żywotka – przyp. red.) – fascynowała mnie precyzja ich wykonania. Obecnie mam ponad sto żywotków i kilkanaście sukni. Wiele żywotków dostałem w prezencie, za co jestem wdzięczny,. Część kolekcji zdobyłem wymieniając na targach staroci, na które chodzę od lat. Jeszcze inne po prostu kupiłem – wyjaśnia.

    Gańczarczyk na wernisażu opowiadał, że żywotki były przekazywane z pokolenia na pokolenie, co często widać – czasem trzeba było je poszerzyć lub zwęzić. – Były bardzo cenne, bo wyhaftowanie ich mogło zająć nawet miesiąc. Drogie były też materiały – złoto, srebro, czy później filigran – wyjaśnia naszej redakcji.

    Zaolzie dba o tradycję

    Kolekcjonera zapytaliśmy o różnice między żywotkami haftowanymi po jednej i drugiej stronie Olzy.

    – Jeśli chodzi o te tradycyjne, to nie ma żadnych różnic. Gdy jednak patrzę na współczesne zdjęcia z dożynek, to większą dbałość o tradycję widzę na Zaolziu – w kwestii zarówno samych żywotków, jak i całych strojów. Po polskiej stronie niektóre panie, które same sobie szyją stroje, naszywają na przykład czerwone korale. To nie jest element wpisujący się w jakiekolwiek tradycje cieszyńskie – podkreśla Gańczarczyk.

    ZWROT Ustaw "Zwrot" jako swoje źródło wiadomości
    DODAJ W GOOGLE

      Komentarze





      CZYTAJ RÓWNIEŻ



      Ministerstvo Kultury Fundacja Fortissimo

      www.pzko.cz www.kc-cieszyn.pl

      Projekt byl realizován za finanční podpory Úřadu vlády České republiky a Rady vlády pro národnostní menšiny.
      Zadanie współfinansowane ze środków Kancelarii Senatu.